W Bydgoszczy wydarzyło się coś, co jeszcze przed pierwszym gwizdkiem wydawało się mało prawdopodobne. W ostatnim meczu 1/8 finału STS Pucharu Polski trzecioligowy Zawisza pokonał walczącą o powrót do ekstraklasy Wisłę Kraków aż 4:1, dokonując jednej z największych niespodzianek tej edycji rozgrywek.
Choć wynik sugeruje jednostronne widowisko, początek spotkania miał zupełnie inny przebieg. Goście z Krakowa od pierwszych minut narzucili swój rytm, zamknęli rywala na jego połowie i tylko brak skuteczności sprawił, że Zawisza nie stracił bramki już w pierwszym kwadransie. Dopiero po tym okresie gospodarze zaczęli łapać oddech i sporadycznie przenosić grę pod pole karne Wisły. Mimo tego to drużyna z pierwszej ligi jako pierwsza objęła prowadzenie.
W 25. minucie Ertlthaler dynamicznie wpadł w pole karne i zdołał dograć do Ardita Nikaja. Albański napastnik pewnym strzałem otworzył wynik meczu i Zawisza musiała gonić rezultat. Stracony gol nie zachwiał jednak trzecioligowcem – wręcz przeciwnie, gospodarze zaczęli grać odważniej, co przyniosło im szybki efekt.
W 32. minucie w polu karnym Wisły faulowany był Marcel Wszołek. Po konsultacji z VAR sędzia wskazał na jedenasty metr, a Maciej Kona nie pomylił się z rzutu karnego, wyrównując na 1:1. Od tego momentu gra stała się bardziej wyrównana, a Zawisza prezentowała się lepiej, niż mógłoby to wynikać z różnicy dwóch poziomów rozgrywkowych.
Po przerwie doszło jednak do wydarzeń, których mało kto się spodziewał. Druga połowa rozpoczęła się idealnie dla gospodarzy. W 53. minucie po dośrodkowaniu Michała Cywińskiego z rzutu wolnego Mikołaj Staniak wykorzystał swoje warunki fizyczne i głową wyprowadził Zawiszę na prowadzenie. Zaledwie osiem minut później bydgoski stadion eksplodował ponownie – po rzucie rożnym wykonanym przez Cywińskiego Frederico Duarte niefortunnie przeciął tor lotu piłki i skierował ją do własnej bramki, podwyższając wynik na 3:1.
To jednak nie był koniec. Nie upłynęły nawet trzy minuty, a tablica pokazywała już 4:1. Cywiński, ponownie w roli egzekutora stałego fragmentu, trafił z wolnego w słupek, a odbita piłka spadła pod nogi Macieja Kony, który bez wahania umieścił ją w siatce. W zaledwie kilkanaście minut po przerwie trzecioligowiec całkowicie rozbił wyżej notowanego rywala.
Wisła dopiero w końcówce zaczęła dochodzić do siebie. W 80. minucie Ervin Omić popisał się potężnym uderzeniem z dystansu, po którym piłka odbiła się od poprzeczki. Chwilę potem goście zdołali trafić do bramki, ale analiza VAR wykazała pozycję spaloną i wynik pozostał bez zmian. W końcówce Omić ponownie próbował szczęścia z dystansu, lecz drugi raz tego wieczoru obił tylko poprzeczkę. Zawisza odpowiedział jeszcze efektownym rożnym Cywińskiego, po którym piłka trafiła w spojenie słupka z poprzeczką.
Więcej goli już nie padło, a gwizdek końcowy potwierdził, że Zawisza Bydgoszcz dokonał czegoś wyjątkowego. Triumf 4:1 dał drużynie awans do ćwierćfinału Pucharu Polski i jednocześnie zapisał ją w historii rozgrywek jako autora jednego z największych sensacyjnych wyników ostatnich lat. W kolejnej rundzie zagrają dwa zespoły z trzeciej ligi – obok Zawiszy do najlepszej ósemki awansowała również Avia Świdnik, która wcześniej pokonała Polonię Bytom 4:2.





