W poniedziałkowy poranek mieszkańcy krakowskiego osiedla Podwawelskiego obserwowali niezwykły i groźny widok – słup ognia sięgający nawet 20 metrów wysokości. Ogień pojawił się po rozszczelnieniu gazociągu przy ul. Komandosów, a sytuacja przez kilka godzin wymagała intensywnej pracy służb ratowniczych. Policja wszczęła już postępowanie mające ustalić, co doprowadziło do zdarzenia.
Służby natychmiast ruszyły do działań, a strażacy oraz pracownicy Polskiej Spółki Gazownictwa pracowali nad szybkim zabezpieczeniem terenu. Jak przekazał oficer prasowy krakowskiej policji Piotr Szpiech, ogień został dogaszony, a na miejscu rozpoczęli pracę policyjni technicy. Mają oni przeprowadzić szczegółowe oględziny i zebrać materiał dowodowy, który pozwoli odtworzyć przebieg zdarzeń. Szpiech podkreślił, że jest zbyt wcześnie, by wskazywać potencjalną przyczynę rozszczelnienia, choć śledczy nie wykluczają żadnego scenariusza. Zapytany o możliwość sabotażu, określił takie przypuszczenia jako „daleko posuniętą tezę”, jednak zapewnił, że wszystkie warianty będą analizowane.
Do awarii doszło około godziny 4 rano na terenie ogródków działkowych, gdzie nie ma zabudowy mieszkalnej. Dzięki temu uniknięto poszkodowanych, choć ogień strawił drewniany pustostan. W efekcie uszkodzenia instalacji średniego ciśnienia konieczne było szybkie odcięcie dopływu gazu do feralnego odcinka. Polska Spółka Gazownictwa poinformowała, że jednocześnie trwały działania zmierzające do zapewnienia zasilania zastępczego dla 6,5 tysiąca odbiorców, którym groziło wstrzymanie dostaw. Spółka uspokoiła, że dopływ paliwa został skutecznie zamknięty, a gaz zgromadzony w rurach wypalił się pod kontrolą strażaków. Dostawy dla mieszkańców są zabezpieczone i – jak podano – nikt nie zostanie pozbawiony gazu.
Rzecznik spółki Paweł Wiszniewski podkreślił rano, że w rejonie działań nie występowało bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia, zarówno dla służb, jak i osób przebywających w pobliżu. Straż pożarna, jak relacjonował rzecznik małopolskiej PSP Hubert Ciepły, wyznaczyła strefy niebezpieczeństwa, rozstawiła kurtyny wodne i nieustannie monitorowała stężenie gazu na ich obrzeżach. W kulminacyjnym momencie akcji działało tam prawie 50 strażaków i 12 wozów gaśniczych. Policja skierowała na miejsce 24 funkcjonariuszy, którzy dbali o bezpieczeństwo i koordynację ruchu.
Po opanowaniu sytuacji kluczowe staje się ustalenie, co doprowadziło do rozszczelnienia gazociągu. Na ostateczne odpowiedzi będzie trzeba poczekać do zakończenia czynności dochodzeniowych. Służby zapowiadają, że sprawdzą każdy możliwy trop, aby wyjaśnić przyczyny porannego incydentu, który na kilka godzin skupił uwagę całego miasta.





