Sprawa kota o imieniu Pandek poruszyła opinię publiczną w całej Polsce. Zwierzę zostało dotkliwie pobite przez swojego właściciela, Witolda B., ponieważ – jak ustalono – zjadło kawałek boczku. Teraz zapadł w tej sprawie nieprawomocny wyrok, jednak to nie koniec postępowania.
Do dramatu doszło w mieszkaniu mężczyzny. To sąsiedzi, którzy usłyszeli przeraźliwe odgłosy i wołanie kota o pomoc, zaalarmowali służby. Dzięki ich szybkiej reakcji Pandek został odebrany właścicielowi i przewieziony do schroniska w Krakowie. Tam lekarze ujawnili rozległe obrażenia: liczne rany, połamane kości, przypalone wibrysy, a także ucięty fragment języka. Zwierzę poddano intensywnemu leczeniu i długiej rehabilitacji.
Witold B. odpowiadał przed sądem za znęcanie się nad kotem ze szczególnym okrucieństwem. Po przeprowadzeniu postępowania zapadł wyrok. Nie jest on jednak prawomocny, co oznacza, że sprawa wciąż pozostaje otwarta. Swoje zastrzeżenia zgłosiła prokuratura oraz Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Obie strony uważają, że zasądzona kara jest niewspółmiernie niska do cierpienia, jakiego doznał Pandek.
Obecnie kot znajduje się w nowym, bezpiecznym miejscu. Trafił do osoby, która zapewnia mu spokojne życie i opiekę, jakiej wcześniej zabrakło.
Choć zwierzę odzyskało zdrowie i poczucie bezpieczeństwa, to proces sądowy wciąż trwa, a opinia publiczna oczekuje ostatecznego rozstrzygnięcia, które – jak wielu podkreśla – powinno odzwierciedlać skalę wyrządzonej krzywdy.




