Niecodzienny i niebezpieczny widok zaskoczył mieszkańców Krakowa. Na szczycie 40-metrowego pylonu kładki technologicznej nad Wisłą, łączącej Przegorzały z Pychowicami, ktoś postawił elektryczną hulajnogę. Choć na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak nietypowa instalacja artystyczna, w rzeczywistości to niebezpieczny wybryk, który mógł skończyć się tragicznie.
Konstrukcja, na której umieszczono hulajnogę, nie jest przeznaczona dla pieszych ani rowerzystów. To obiekt techniczny, wykorzystywany przez służby utrzymania przeprawy. Według wstępnych ustaleń osoba, która zdecydowała się na ten ryzykowny pomysł, musiała wejść na pylon nocą lub w czasie, gdy w pobliżu nie było pracowników obsługi.
Eksperci podkreślają, że taki żart to nie tylko złamanie zasad bezpieczeństwa, ale i realne zagrożenie dla życia. Hulajnoga, ważąca kilkanaście kilogramów, mogłaby spaść z wysokości prosto na przechodnia lub wodniaka płynącego Wisłą. Skutki takiego zdarzenia byłyby tragiczne.
Sprawą zainteresowały się lokalne służby, które próbują ustalić, kto i w jaki sposób zdołał dostać się na szczyt konstrukcji. Nie wyklucza się, że do ustalenia sprawcy wykorzystane zostaną nagrania z kamer monitoringu.
Mieszkańcy Krakowa są zaskoczeni i oburzeni. Wielu z nich zwraca uwagę, że w ostatnich latach podobne „żarty” pojawiają się coraz częściej — od wieszania rowerów na latarniach, po pozostawianie hulajnóg w absurdalnych miejscach. Tym razem jednak pomysłodawca przekroczył granicę zdrowego rozsądku.
Nie wiadomo jeszcze, kto odpowiada za ten niebezpieczny „eksperyment”, ale jedno jest pewne — takie zachowania nie tylko szokują, ale przede wszystkim narażają innych na niebezpieczeństwo.





